Vaikimine, czyli milczenie

W Estonii, w kraju laickim, życie eremickie wzbudza ogromną ciekawość.

- Dzielimy się naszym sposobem życia chrześcijańskiego. Jako zakon chcemy zwrócić uwagę na wartości modlitwy, milczenia, pokuty i skupienia. Potrzebne jest to każdemu człowiekowi, który chce przeżywać świat w sposób ludzki. Wierzę, że ta wystawa może poruszyć struny duszy każdego z nas - mówił o. Marek Szeliga, przeor eremu oo. Kamedułów na Bielanach w Krakowie podczas otwarcia wystawy w Tallinie.

Tee - droga

Niewielka ulica Vene biegnie w dół od ratusza w stronę murów obronnych Tallina. Po kilkuset metrach łączy się z krętą i wąską Olevimagi, drogą dochodzącą do tzw. Grubej Małgorzaty, największej baszty średniowiecznych murów. Stamtąd widać morze i port.

Kamienice ulicy Vene, podobnie jak całego starego miasta są odnowione i zadbane. Na chodnikach ustawiono drewniane podesty, a na nich tonące w kwiatach kawiarniane stoliki i krzesła. W połowie ulicy na kilkadziesiąt metrów przed dziedzińcem kościoła św. św. Piotra i Pawła, jednej z dwóch świątyń rzymskokatolickich w tym mieście, znajduje się brama, a za nią średniowieczny pasaż. Dawniej, jeszcze za czasów ZSRR, była to wewnętrzna droga zakładu przemysłowego, teraz odrestaurowana, stała się romantycznym zakątkiem Tallina, pełnym niewielkich galerii i kawiarni.

Na placu pasażu, w ostrym słońcu, osłonięci murami od północnego zimnego wiatru, turyści kupują kartki. Wzrok przyciąga wielka drewniana brama prowadząca do klasztoru Dominikanów św. Katarzyny, obecnie centrum kulturalnego Dominiiklaste Klooster, w którym odbywają się spektakle teatralne, koncerty, seanse filmowe.

Ten duży zabytkowy kompleks, powstały w połowie XIII wieku, obejmujący m.in. dwa kościoły i spichlerz, jest największą atrakcją Tallina, odwiedzaną przez setki turystów dziennie. I właśnie tam w zeszłym tygodniu została otwarta wystawa przygotowana przez Wydawnictwo Jagiellonia SA, wydawcę "Dziennika Polskiego" zatytułowana "OO. Kameduli". Ekspozycja, która przywieziona została do Tallina na zaproszenie polskiej ambasady, składająca się z 47 czarno-białych zdjęć autorstwa Norberta Roztockiego, będzie czynna do końca sierpnia.

Igatsus - pragnienie

- Jakie tłumy! Estończycy nie chodzą tak licznie na wernisaże, a dziś jest tu prawdziwy tłok. Na ogół na otwarciach jest 50, 60 osób. A tu wszystkie miejsca zajęte, musi być ponad 200 osób - mówiła Sławomira Borowska- -Peterson reprezentująca wówczas Ambasadę RP, która po zeszłorocznym sukcesie wystawy w Helsinkach zapragnęła pokazać Estończykom świat według kamedułów.

- W tym kościele, Domini- iklaste Klooster i w jego krużgankach od 11 lat odbywa się Festiwal "Dialogi kultur". Tym razem goszczą z nami kameduli, zakonnicy o tak wysokiej kulturze, która promieniowała na całą Europę. To dla nas bardzo ważne, że możemy zobaczyć jak wygląda życie klasztorne, które tu w Estonii jest prawie wcale nieznane - tłumaczy Taivo Niitvagi, prezes Fundacji "Hereditas", zarządzający centrum.

W Estonii, w kraju laickim, gdzie kościoły zamieniane są na centra kultury i gdzie obok siebie funkcjonują nieliczne grupy społeczne wierzące w Boga i wyznające wiarę w różnych obrządkach: prawosławnym, protestanckim i katolickim, życie eremickie wzbudza ogromną ciekawość.

- Ekspozycja wpisuje się w cykl przedsięwzięć mistycznych, duchowych, wręcz kontemplacyjnych. Tą wystawą proponujemy Estończykom refleksję, tak inną od naszego codziennego zabieganego świata. Chcemy także pokazać miejsce religii w dzisiejszym życiu, zwrócić uwagę, że religia ma w Polsce niezaściankowe znaczenie. Pokazać tą wystawą religię jako drogę do wolności - mówił Tomasz Chłoń, ambasador RP w Estonii.

- Ludzie szukają różnych technik kontemplacji, wejścia w głąb siebie, ale zapominają, że tę kontemplację w formie modlitwy mają w zasięgu ręki. Życie eremickie uczy, jak się modlić, aby ta modlitwa nie była jedynie przesypywaniem pobożnego piasku. Eremici uczą nas, że modlitwa połączona z pracą nad sobą powoduje, że człowieczeństwo staje się bardziej szlachetne - tłumaczył ks. Robert Nęcek reprezentujący w Tallinie ks. kar. Stanisława Dziwisza, który obok ambasadora Tomasza Chłonia objął patronat nad wystawą.

- Ktoś, kto nie wierzy w Boga, może mieć wrażenie, że życie eremickie jest bez sensu, jest rodzajem szaleństwa. Tymczasem okazuje się ono mądrością. Dzięki tym zdjęciom oglądający będą mieli możliwość rozważenia własnych wyborów, zastanowienia się, czy są one dobre czy złe - podkreślał ks. biskup Philips Jordan, oficjalny zwierzchnik Kościoła katolickiego w Estonii.

Aeg - czas

W klasztorze oo. Kamedułów na Srebrnej Górze na Bielanach pod Krakowem od 400 lat ojcowie i bracia żyją jak pustelnicy w oddzielnych domkach, z dala od świata zewnętrznego, w myśl benedyktyńskiej maksymy: "Ora et labora", czyli "Módl się i pracuj". Spotykają się jedynie podczas mszy świętej, modlitw liturgii godzin i kilku wspólnych w ciągu roku posiłków, spożywanych w refektarzu. Praca, modlitwa, lektura, kontemplacja, pokuta, post, samotność, zachowywanie milczenia, służą pełnemu zjednoczeniu z Bogiem. Życie zakonników upływa za murami klasztoru, z dala od skupisk ludzkich. Mnisi rezygnują z odwiedzin rodzin a także ze słuchania radia, oglądania telewizji. Do ich dyspozycji jest natomiast biblioteka klasztorna ciągle uzupełniana o nowe pozycje.

Rytm dnia zakonników uzależniony jest od modlitwy. - Dzień kameduły zaczyna się wcześnie o 3.45 wspólną modlitwą, a kończy o 19.30 też wspólną modlitwą. Potem zakonnicy rozchodzą się do swoich domków i w klasztorze zalega wielka cisza - mówił o. Piotr Włodyga, benedyktyn, podprzeor klasztoru w Lubniu, biblista, pisarz i tłumacz, który wykładem multimedialnym "Kameduli - ludzie, którzy chodzą po drodze milczenia" wprowadzał Estończyków w życie zakonu. Przedstawił historię kamedułów, a także rozkład dnia mnichów, gdzie praca przeplatana jest z modlitwą.

Dzięki wykładowi Estończycy zrozumieli to, co napisał przeor OO. Kamedułów we wstępie katalogu do wystawy: "Życie kameduły jest trudne i surowe, nie każdy potrafi mu sprostać. Wymaga ono autentycznego powołania i rezygnacji ze swoich planów czy ambicji. Potrzeba silnego zdrowia i dużej odporności psychicznej, aby znieść samotność, milczenie, swoistą monotonię i szarą codzienność takiego życia. (...) Życie pustelnicze ma sens jedynie w połączeniu z ofiarą, modlitwą, pokutą i zadość uczynieniem Bogu za grzechy świata. (...) Kameduła modli się za tych, którzy się nie modlą".

Wśród prezentowanych zdjęć wiele emocji wzbudziły fotografie pokazujące, jak w każdy pierwszy wtorek miesiąca mnisi golą głowy. Ale dzięki wystawie można też było zobaczyć, jak wygląda biblioteka zakonna, jak jeden z zakonników niesie rybę na obiad, jak mnisi pracują w ogrodzie lub lesie.

Dlaczego jest tak mało zdjęć pokazujących modlitwę - pytali przeora Estończycy. - Fotograf przeszkadza w modlitwie - tłumaczył o. Marek Szeliga.

Jaką ojciec mógłby dać radę na znalezienie spokoju w świecie? - Dla chcącego nie ma nic trudnego - odpowiadał ojciec Szeliga. - Zawsze znajdzie się miejsce, w którym można się wyłączyć, wyciszyć. A jak nie, to można do nas przyjechać na dni skupienia.

Estończyków interesowało np., czym dla mnichów jest hałas, czy zakonnicy porozumiewają się przy wspólnie wykonywanej pracy, a także, jaka muzyka rozlega się u kamedułów. - Mieszkamy w lesie i podziwiamy śpiew ptaków oraz dzwonów wzywających nas na modlitwę. Muzyki nie ma w naszym zakonie. Recytujemy wspólnie, i to dla niektórych jest śpiewem - tłumaczył przeor.

Tema - on

Jak to się zaczęło? - Przez przypadek. Miałem wtedy 18 lat i przyjechałem do klasztoru Benedyktynów w Tyńcu. Z mojej celi rozciągał się widok na klasztor Kamedułów, znajdujący się po drugiej stronie Wisły - mówił podczas spotkania z publicznością Norbert Roztocki, autor prezentowanych w Tallinie zdjęć.

A ponieważ wtedy jeszcze trenował biegi, włożył dres i pobiegł do klasztoru. Kiedy dobiegł do bramy, zapytał dyżurującego na furcie mnicha, czy u nich też można pomieszkać przez chwilę, tak jak u benedyktynów, dowiedział się, że nie, wrócił więc do Tyńca. Po kilku miesiącach, gdy klasztor oo. Kamedułów był otwarty dla zwiedzających, ponownie tam pojechał. Zwiedził kompleks zakonny, porozmawiał z furtianem. Od tego czasu pojawiał się tam coraz częściej, pomagał mnichom w pracy, zaprzyjaźnił się z nimi. - Po 4, 5 latach postanowiłem zacząć fotografować, aby pokazać, co dzieje się za murem - mówił autor zdjęć.

Sesja fotograficzna trwała trzy lata. Przeor ustalił, że każdy z mnichów sam będzie decydował, czy chce się znaleźć na fotografii. Nie wszyscy się zgodzili. Powstało 5 tys. zdjęć, z których wspólnie z mnichami fotograf wybrał 47 składających się na prezentowaną wystawę. - Różnie bywało. Część mnichów, zwłaszcza młodszych, była niezadowolona z mojej obecności. A fotografie stawały się często kompromisem - mówił Norbert Roztocki. - Zdarzały się też momenty miłe, kiedy moja obecność z aparatem wydawała się potrzebna.

We wszystkich rozmowach przeor Marek Szeliga podkreślał, że wystawa z jednej strony niemal dokumentuje codzienne życie w eremie na Bielanach, a z drugiej strony jest wizją artysty, który zaprzyjaźnił się z kamedułami, z nimi żył, modlił się i wykonał im zdjęcia.

Sona - słowo

Idziemy na spacer. Dochodzi godz. 23, ale słońce jeszcze świeci. Biały habit o. Marka Szeligi rozwiany na wietrze wzbudza zainteresowanie przechodniów. Rozmawiamy nie tylko o wystawie, ale o całym projekcie "OO. Kameduli w Tallinie", o emocjach, jakie wywołał m.in. film dokumentalny Macieja Starczewskiego "Miejsce wybrane", pokazujący życie kamedułów w klasztorze na Bielanach. Wspominamy, jak Halina Krystyna Kislacz, szefowa Związku Polaków w Estonii "Polonia", prosiła o przesłanie filmu, gdyż tak bardzo tutejszym Polakom brakuje polskiego języka.

Agata Wawryszczuk z Wydawnictwa Jagiellonia SA, kuratorka wystawy i organizatorka przedsięwzięcia, podsumowuje: - Kameduli doskonale wpisują się w wielokulturowy pejzaż Estonii. We współczesnym świecie odradzających się nacjonalizmów ich ekumeniczne przesłanie ma szczególny wymiar. Uwypukla to, co nas łączy, a nie dzieli. W myśl zasady: "Inny jako część moich możliwości".

Tekst: Dziennik Polski 27.06.2009

AGNIESZKA MALATYŃSKA-STANKIEWICZ