Cisza piorunochronu Krakowa


Rekolekcje na Srebrnej Górze - Nie jesteśmy samotni, bo jesteśmy dla Boga. I choć jesteśmy sami w naszym pustelniczym domku, to ta samotność ma nam pomóc jeszcze bardziej intensywnie doświadczać Boga - wyjaśnia o. Marek Szeliga, przeor kamedułów .

Kard. Karol Wojtyła będąc metropolitą krakowskim powiedział kiedyś, że erem na Bielanach to piorunochron dla Krakowa, bowiem mnisi dzień i nocą zanoszą tam do Boga modlitwy, szczególnie w intencji zatwardziałych grzeszników. Kilka lat temu wydawało się, że to miejsce będzie musiało zostać zamknięte - mieszkało tam tylko kilku starszych mnichów, a mury pustelni wymagały kosztownego remontu. Dziś pustelnia odżywa.
Kamedułów do Polski sprowadził w 1604 r. marszałek koronny Mikołaj Wolski. Na Srebrnej Górze pod Krakowem wybudował dla nich pierwszy na ziemiach polskich erem kamedulski. Choć w późniejszym czasie powstało jeszcze kilka innych (m.in. na Bielanach pod Warszawą), to w naszych czasach na terenie Polski są tylko czynne dwa klasztory: na krakowskich Bielanach i w Bienieszewie pod Koninem.
Przy bramie wejściowej do klasztoru na Srebrnej Górze wisi tablica z napisem: "Pustelnia nasza stanowi przystań, dla tych, którzy zmęczeni bałaganem świata, przychodzili tu, aby znaleźć się w obliczu Boga, aby rozważyć swoją udrękę i niedoskonałość, aby z ciszy naszej, z naszego spokoju czerpać otuchę do walki z ziemskimi utrapieniami. Obyś zyskał ją i ty, zadumany przed historią - zabłąkany przechodniu".


Cela uczy życia
"Kto pragnie żyć z samym Bogiem, musi się oderwać całkowicie i zdecydowanie od tego, co Nim nie jest" - czytamy w konstytucjach zakonu kamedułów.
- To Pan Bóg powołuje człowieka, który idąc za jego wezwaniem chce zostać kamedułą. To powołanie jest wielką tajemnicą - mówi o. Marek Szeliga, przeor kamedułów i dodaje, że w chryzmat zakonu wpisana jest samotność. - Ale chodzi o taką samotność, która ma przybliżać do Boga. Dziś tyle mówi się o wartości wspólnoty, a samotność jest przedstawiana jako coś negatywnego. My jesteśmy samotni, bo jesteśmy dla Boga. Mieszkamy w naszych domkach pustelniczych, aby ta nasza samotność pozwalała jeszcze intensywniej doświadczać obecności Boga - wyjaśnia.
W eremie na Bielanach jest w tej chwili 13 domków pustelniczych. Dwa z nich są wolne, ponieważ na Srebrnej Górze mieszka obecnie 11 eremitów, wliczając do tego grona także jednego nowicjusza i jednego aspiranta, który zgłosił się niedawno. Oprócz samotności, charakterystycznym rysem duchowości kamedulskiej są - uzupełniające się wzajemnie - modlitwa i asceza. - Asceza jest wpisana w oczywisty sposób w nasze życie. Nie jemy w ogóle mięsa, oprócz ryb. Mamy dwa czterdziestodniowe posty. Jeden przed Wielkanocą, a drugi przed Bożym Narodzeniem. W tym czasie nie jemy również nabiału. Ascezą jest również intensywny program dnia, w którym jest kilka godzin modlitwy, ale także ręczna praca fizyczna - opowiada przeor Szeliga.
Kameduli nie pracują duszpastersko. Nie głoszą kazań, rekolekcji. Ich życie owiane jest pewną tajemnicą, dlatego nic dziwnego, że w społeczeństwie istnieje kilka fałszywych stereotypów. Trzeba jednak włożyć je między baśnie.

Nieprawdą jest np., że kameduli śpią w trumnach i nie mówią do siebie ani słowa, a jedynie pozdrawiają się słynnym "Pamiętaj o śmierci". - Oczywiście, że dla nas ważne jest milczenie i skupienie, ale to nie znaczy, że nie kontaktujemy się ze sobą wtedy, gdy jest taka konieczność - mówi z uśmiechem przeor. Dlatego przy wspólnym stole, zgodnie z regułą zakonną, zasiadają tylko 12 razy w roku. W pozostałe dni każdy zakonnik spożywa posiłek osobno, w swojej celi lub domku. Tak zalecają mistrzowie życia pustelniczego, którzy radzą: "Trwaj sam bracie w celi - ona nauczy cię więcej i pełniej, jak trzeba żyć".

Mitem jest również, że kamedułą zrywa całkowicie więzy z rodziną, a po wejściu na Srebrną Górę zatrzaskuje się za nim brama - na wieki wieków. W klasztorze jest rozmównica, gdzie może spotkać się z rodziną. Jest też możliwy kontakt korespondencyjny. Jest również tzw. 12 dni otwartych w roku, w które i kobiety mogą wejść do kościoła i na dziedziniec klasztoru. Prawdą jest jedynie to, że eremici nie maja urlopów i nie wyjeżdżają do rodziny w odwiedziny. Nawet, gdy umrze ktoś bliski, to nie jadą na pogrzeb.


Czas się zatrzymał
W kamedulskim klasztorze wszystko zdaje się toczyć się w innym rytmie. Tutaj nie ma miejsca na pośpiech. Wspólnotowa modlitwa mnichów, odmawiana codziennie na głos w kościele, nie jest podobna do tej, którą znamy z naszych świątyń. Każde słowo modlitwy brewiarzowej czy różańcowej mnisi wypowiadają powoli, między słowami pozostawiając czas na oddech, jakby chcieli usłyszeć echo słów rozchodzące się w murach pustej świątyni.

"W imię Ojca .. i Syna i.Ducha .. Świętego.. Amen". Gdy odwiedzając kamedułów, w południe po raz pierwszy uczestniczyłem w modlitwie brewiarzowej, miałem wrażenie, jakbym znalazł się w innym świecie, gdzie czas się zatrzymał. Dla współczesnego człowieka, mającego codziennie do załatwienia setki spraw "z zegarkiem w ręku" i ciągle spóźnionego na umówione spotkania, kamedulski rytm życia i modlitwy może być szokiem. Dla nich zaś jest to "drogą, prowadzącą do zjednoczenia z Bogiem". A to jest celem każdego kameduły.

Z kamedulskiego eremu codziennie wznosi się do niebios wielogodzinna modlitwa mnichów. Dzień się nią dla nich zaczyna i kończy. Gdy większość ludzi jeszcze śpi, oni wstają już o godz. 3.45, by odmówić brewiarzową Godzinę Czytań. Po niej idą do swoich pustelniczych domków, gdzie każdy z nich przez godzinę oddaje się czytaniu duchowemu. O godz. 5.30 znów gromadzą się w kościele na wspólnej modlitwie brewiarzowej, po której odprawiana jest Msza św. celebrowana przy ołtarzu w prezbiterium, bez śpiewu i jakiegokolwiek instrumentu muzycznego, ponieważ w konstytucjach kamedułów zapisano: "Zgodnie z naszą dawną tradycją rezygnujemy ze śpiewu liturgicznego. Podkreślamy w ten sposób granicę, jaka nas dzieli jeszcze od radości Jeruzalem niebieskiego".
Po Mszy św. dalej trwa modlitewna obecność przed Bogiem: są modlitwy brewiarzowe (przedpołudniowe), Różaniec. O godz. 7.30 jest śniadanie (spożywane indywidualnie). Do południa jest czas przeznaczony na pracę fizyczną. W południe mnisi znów odmawiają w kościele modlitwę brewiarzową Anioł Pański, Litanię Loretańską. O 12.30 jest obiad (indywidualny) i czas wolny do 14.30. O tej godzinie kameduli odmawiają wspólnie Różaniec i brewiarzową modlitwę popołudniową. Później znów jest czas na pracę fizyczną. Około 17 mnisi jedzą kolację, a później zostaje już tylko modlitwa wieczorna, przygotowująca do zakończenia dnia - o 17.30 odmawiają wspólnie w kościele nieszpory i Anioł Pański. Po tej modlitwie wracają do swoich cel zakonnych na godzinne czytanie duchowe. Dzień kończy brewiarzowa modlitwa o godz. 19.15. I tak każdego dnia.


Odpoczynek dla ducha
Kamedulskiego życia mogą posmakować ci mężczyźni, którzy chcą odprawić kilkudniowe indywidualne rekolekcje. Taka możliwość pojawiła się kilka lat temu, gdy dawny dom Wolskiego i klasztorną infirmerią wyremontowano ze środków unijnych. Urządzono w nich pokoje gościnne z łazienką. Chętnych na rekolekcje nie brakuje.
- Nie przyjmujemy grup, ale tylko osoby indywidualne. Tym, którzy tu przychodzą proponujemy, aby włączali się we wszystkie modlitwy w kościele. Goście otrzymują nasze brewiarze i z nami się modlą. Natomiast w prace fizyczną mogą się włączyć, ale nie stawiamy wymagań - opowiada przeor.
Przyjeżdżają tutaj nie tylko duchowni, ale także biznesmeni i urzędnicy. - To miejsce pozwoliło mi kiedyś stanąć na nogi po tragedii rodzinnej. Tutaj odzyskałem spokój ducha. W sumie byłem tu kilka razy - mówi jeden z tych, którzy w bielańskim eremie szukają bliższego kontaktu z Bogiem i wyciszenia. - U kamedułów byłem w tym roku po raz pierwszy. Po trudach intensywnej pracy duszpasterskiej, zamiast nad ciepłe morze, przyjechałem tutaj. Nie żałuję. Modlitwa i praca fizyczna, pozwoliły mi inaczej spojrzeć na moje powołanie i codzienne obowiązki. Polecam każdemu taki odpoczynek dla ducha - wyznaje z kolei kapłan z kilkunastoletnim stażem.
Tekst pochodzi z Gościa Niedzielnego nr 35 z dnia 2 września 2012 (Gość Krakowski 35/966)
Autor: Ks. Ireneusz Okarmus